Uliczne życie

  

 

 

 

 

 

 

Uliczne życie

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 Pola Lipa

Tarnobrzeg 2015

 


Rozdział 1: Nagła śmierć.

 

Była chłodna jesień, kiedy zaczęły się problemy zdrowotne Moniki. Chodakowska była mamą trójki wspaniałych dzieci: Marcina, Aleksa i Luizy. W walce z nowotworem wspierał ją kochający mąż Tomek. 

Niestety po roku, gdy Aleks miał 8 lat, Marcin 6, a mała Luiza zaledwie 2 latka, Monika zmarła zostawiając męża samego z trójką dzieci. 

Tomasz się załamał. Nie miał już swojej ukochanej Moniki. Po kobiecie zostały zaledwie ubrania, zdjęcia i inne pamiątki. Powolna śmierć żony, tak naprawdę nigdy nie przygotowała go na jej odejście. 

Monika była to szczupła kobieta, średniego wzrostu. Oczy miała brązowe, a usta czerwone jak róża. Jej blond włosy zawsze promieniały w świetle słońca. Monika Chodakowska przed śmiercią pracowała jako kelnerka, w barze, który mieścił się kilka ulic dalej. Tam właśnie poznała Tomka, za którego wyszła za mąż i urodziła mu trojkę dzieci. 

Teraz Tomek i ich dzieci zostali sami. Bez żony i bez matki, która co wieczór ucałowała swoje dzieci do snu. 

Minęło 6 lat. Dzieciaki podrosły. Aleks miał już 14 lat, Marcin 12, a Luiza 8 lat. 

Aleks to chłopiec szczupły, średniego wzrostu. Oczy odziedziczył po matce, bo były koloru brązowego, jak i włosy, gdyż były w kolorze blondu. 

Marcin nie odziedziczył włosów po matce, lecz po ojcu, bo były brązowe, a oczy dostał od matki, gdyż miały brązowy kolor. Był to chłopiec szczupły , niskiego wzrostu. 

Marcin i Alex siedzieli na kanapie w dużym salonie, gdzie matka o tej porze miała oglądać swój serial. Niestety byli tylko oni dwaj. Wtedy weszła do nich niska, szczupła sylwetka o blond włosach. Była to ich młodsza siostra Luiza. Spojrzała na zdjęcie, na którym była ich mama i spytała starszych braci:

- jaka była nasza mama?

Aleks i Marcin poczuli smutek. Po śmierci matki, ojciec się załamał i od tej pory, nie mówił wiele o mamie. Wciąż przeżywał jej śmierć. Gdy tylko zaczynali ten temat, ojciec od razu go ucinał. Nie wiedzieli co mają powiedzieć  ośmioletniej Luizie. 

- Aleks, powiedz coś. - prosiła Luiza.

- mama była miła, Zawsze w piątek robiła nam kakao. To był znak, że zaczyna się weekend. W niedziele chodziliśmy na msze świętą, a przed każdym posiłkiem odmawialiśmy modlitwę. 

- i przed snem. - dodał Marcin.

- tak. Zawsze była uśmiechnięta. Potrafiła piec ciasta. - Aleks

- na niedzielę piekła, aż dwa.

- a na sobotę zostawiała tylko jedno ciasto. 

- szyła nam ładne ubrania i kilka kupowała. - dodał Marcin

- tak miała świetny gust. 

- a ja prawie w ogóle nie pamiętam mamy. - powiedziała ze smutkiem w głosie Luiza. 

Zrobiło się bardzo późno. Rodzeństwo wciąż siedziało w granatowym pokoju Marcina i Aleksa. Rozmawiali i wspominali matkę. Wtedy do ich pokoju wszedł ojciec i powiedział:

- no. Do łóżek.

Marcin i Aleks ułożyli się w swoich łóżkach, a Luiza poszła do swojego pokoju.

 

 

 

 

 

 

Rozdział 2: Problemy.

 

Zbliżał się koniec listopada. Był sobotni poranek. Wtedy do ich domu przyszła ciocia Iga z wujkiem Witkiem. Ciocia Iga była siostrą Moniki. Była to szczupła kobieta, średniego wzrostu, o rudych włosach. Jej oczy były brązowe, takie jak u Moniki. 

- cześć - przywitała się ciocia.

- hej - powiedział też wujek.

- cześć. Siadajcie. - zaprosił ich do środka Tomasz. 

- jak się trzymasz? - spytała Iga

- nie jest łatwo. Udaje przed dziećmi, że wszystko jest w porządku, ale sami wiecie. Bez waszej pomocy nie dał bym rady. 

              - jest ci pewnie bardzo ciężko – rzekł Witold.                                                                                            

             - nawet sobie nie wyobrażacie, ale daję radę.

            - chcieliśmy ci powiedzieć, że musimy wyjechać.

            - na długo?

            - na kilka tygodni. Musimy przekonać klienta z Japonii by został w naszej firmie.

            - w takim razie będę trzymał kciuki.

            - tak. Mam nadzieję, że się nam uda.

            - a kiedy wyjeżdżacie?

            - za tydzień.

            Rozmawiali tak jeszcze przez godzinę, po czym Inga i Witek odjechali. Wtedy ze swojego pokoju wyszła Luiza, która podeszła do ojca i ze zdziwieniem zapytała:

            -  ciocia z wujkiem pojechali już do domu?

            - tak. A czemu pytasz?

            - chciałam się przywitać.

            - zobaczysz się z nimi jutro. Dobrze? A teraz idź spać. Jest już późno.

            Luiza powolnym krokiem udała się w kierunku schodów po czym obejrzała się za siebie spoglądając na tatę. Tomasz wydawał się smutny, a wręcz załamany informacją, którą dostał od najbliższej rodziny. Czuł, że najbliższe wsparcie go opuszcza a dodatkowo na niego spadnie opieka nad teściami. Świat Tomasza po raz kolejny został zaburzony, a jego poukładane dotąd życie ponownie zmieniło się w chaos jaki wystąpił tuż po śmierci Moniki. Luiza grzecznie ruszyła do pokoju po długich schodach obitych czerwonym dywanem z żółtymi lamówkami, trzymając się poręczy wykonanej z ciemnobrązowego dębu. Dziewczynka zatrzymała się na półpiętrze i odwróciła swą głowę spoglądając na ojca. Tata wydawał się być załamany. Jego twarz z bocznego profilu wydawała się być zrozpaczona i zlękniona. Ta niepewność jaką zauważyła w swoim ojcu spowodowała, że Luizie również udzielił się ten lęk. Nie wiedziała czym konkretnie tata był przestraszony, ale czuła, że ma to związek z ciocią i wujkiem i nimi. Ruszając dalej dziewczynka mijała pokój braci, którzy spali w zaskakująco dziwnych pozycjach. Jednak ich sen był tak twardy, że nie usłyszeli oni ani wejścia wujostwa, ani nocnych wędrówek Luizy. Dziewczynka wskoczyła pod kołdrę i zamykając oczy usiłowała ponownie zasnąć. Po kilku godzinach Luiza wciąż nie zasnęła pomimo, że wszyscy już spali. Nawet tata, któremu doszło kolejne zmartwienie. Udawało się jej zasnąć tylko na krótkie chwilę, bo gdy tylko zamykała oczy śniła się jej mama, która cierpiała w chorobie. Widok ten nie był obrazem jej pamięci tylko wyobrażeń z opowiadań o mamie i jej chorobie oraz widoku obrazów z filmów, w których ktoś bliski cierpi z powodu trudnej i bolącej choroby. Te dwa obrazy nakładały się na siebie tworząc wizję Luizy, która w ten sposób wyobrażała sobie cierpienie mamy związane z chorobą. Wizja ta zapadła w jej pamięci pomimo, że nie koniecznie musiała taka być. Jej wyobraźnia pracowała niezwykle intensywnie w szczególności, gdy spała. Ostatni widok mamy przypominającej postać z horroru i krzyk z bólu jaki mogła wydawać z siebie zbudził ją natychmiast. Dziewczynka wydała z siebie płacz. Wydźwięk jaki z siebie wydała jednak nikogo nie obudził, a ona czuła przerażenie. Bez zbędnego, dłuższego namysłu wstała z łóżka i poszła do pokoju braci. Otwierawszy drzwi wydało się głośne skrzypnięcie z nienaoliwionych zawiasów, które obudziło starszych braci.

            - Lizka? – spytał zaspanym i zdziwionym głosem Aleks. – Czemu nie śpisz?

            - nie mogę spać. – odpowiedziała krótko dziewczyna.

            - no to chodź. Połóż się obok mnie. Może się zmieścimy a będzie ci raźniej. – zaproponował zaspanym, ale jednocześnie zatroskanym głosem Marcin, który przesunął się by zrobić siostrze miejsce na jego łóżku.

            Lizka weszła na łóżko brata i położyła się obok niego. On przykrył ją swoją kołdrą i przytulił się do niej. Tak spali do rana.

            Nadszedł ranek. Słońce usiłowało przedostać swoje jasne promienie przez ciemne zasłony w pokoju chłopców. Ktoś zbliżał się do pokoi, gdyż drewniane barierki przy schodach zaczęły skrzypieć. Po chwili otworzyły się jedne drzwi i natychmiast zamknęły. Niedługo potem otworzyły się drzwi od "jaskini" chłopców a w drzwiach stanął ojciec, który patrzył chwilę na dzieci. Ojciec obudził ich by wstali do szkoły po czym rzekł:
               - wstawajcie do szkoły. Zróbcie sobie śniadanie, ja spieszę się do pracy - Tomasz poinformował dzieci, po czym szybko zszedł na dół i szybko wyszedł z domu.    
            Rodzeństwo z niechęcią wstało z łóżek i zeszło na śniadanie. Gdy zjawili się w żółtej kuchni ojca już nie było. Zostawił im ciepłą jajecznice na patelni. Luiza wyjęła talerze i szklanki. Najstarszy czternastoletni Aleks chwycił za patelnię, na której była jajecznica i podgrzał ją, po czym nakładał na talerze. Marcin natomiast nalał do czajnika wody i postawił go na kuchence gazowej do zagotowania. Następnie poszukał herbaty i kubków. Gdy woda się zagotowała zalał herbatę. Porozdzielali usmażoną jajecznicę i nalali sobie herbaty, po czym przygotowali sobie herbatę i kanapki do szkoły. Po schowaniu kanapek do plecaków zasiadli do stołu i wspólnie zmówili modlitwę dziękczynną za to śniadanie. Gdy już wszystko pogasili i się przyszykowali wyszli ze swojego domu starannie zamykając go na klucz. Wyszli ze swojego podwórka, zamknęli furtkę i poszli w prawo. Musieli iść poboczem, gdyż nie było chodników tylko sama wąska, asfaltowa droga. Gdy tak szli to po swojej prawej stronie było dużo domów, gdzie znajdował się też ich dom, natomiast po lewej stronie mieścił się tylko jeden domek, a reszta terenu to były same pola uprawne. 
    Po przejściu kilku metrów 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

O mnie